piątek, 1 czerwca 2012

Cud nad Wisłą ;)

Bo jak inaczej nazwać fakt, że CZTERY całkiem różne kobiety, mieszkające w różnych częściach Polski, mające swoje sprawy, zobowiązania wobec rodzin, mężów, dzieci, potrafiły przełożyć wszystko, zorganizować się i SPOTKAĆ w tą sobotę na kilka godzin, w Grodzie Kraka? :)


Dało się! I było wspaniale.
Sobota przywitała nas słońcem. A nastroje mimo zmęczenia podróżą - dopisywały. I można było mówić i mówić i mówić... Bo okazało się, że tak, te kobietki tak fantastyczne na blogach są dokładnie takie same w realnym życiu i mimo, że tak jesteśmy różne - tyle nas łączy :)

Właściwie to było nas trochę więcej niż 4...


Jula załapała się na pierwszych kilka godzin, bo Mężon podreptał do pracy. Nowe "ciocie" ogromnie przypadły jej do gustu  i mimo, że miałyśmy trochę rozbieżne cele (ja - gadać, gadać, gadać - ona - biegać, biegać, biegać ;) to jakoś dało się pogodzić "interesy".

Jakie są kobietki, które spotkałam? Ciepłe, mądre, zwariowane, wesołe, rozgadane. Żaden temat nie był nam obcy :) szkoda, że dnia nie dało się rozciągnąć...

A Jula się zakochała :))


Od pierwszego podania ręki, jak nigdy, jak z nikim - ot tak po prostu, nie schodziła cioteczce z kolan :)) I kiedy właściwie nie garnie się do obcych (nawet do swojej chrzestnej ma ogromny dystans) - ten raz nie miała z "oswojeniem się" żadnych problemów. A na koniec wszystkie nowe ciocie dostały po buziaku :))) 
- stąd wniosek -  na naszym "zlocie" nie było OBCYCH :)
A gdy po Julę przybył Mężon...  imprezka zaczęła się rozkręcać :)


Pyszne winko, pyszne jedzonko, rozmowy - wszystko to, co Tygryski lubią najbardziej. Bardzo Wam dziękuję dziewczynki! Wierzę, że nie raz to powtórzymy. Choćby miał to być najdłuższy proces decyzyjny świata :)))

 A jeśli ktoś ciągle się waha - spotkać się - nie spotkać... Przemyślcie, czy nie warto wahania zamienić w TAKIE chwile :)

i jeszcze coś  - WSZYSTKIE TE CUDOWNE ZDJĘCIA ROBIŁA JULITKA :) (no dobra, może poza ostatnim ;))))

Mokro.

Miało być o czym innym, być może jeszcze będzie :)

A tym czasem o dzisiaj. 

Dzień dziecka zaczął się w Krakowie okropnie. Od rana leje.
Wprawdzie Jula nic sobie z tego deszczu nie robi - w "biedlonkowych" kaloszkach, "biedlonkowym" płaszczyku od mojej mamy wskakuje z impetem w największe kałuże ;) W przedszkolu dzieci będą miały teatrzyk i mnóstwo pyszności. Dobrze, bo przez ten deszcz niewiele więcej uda się zrobić.


Pewnie w weekend będzie lepsza pogoda i więcej okazji do poświętowania, na dziś mamy wielkie puzzle i pyszne lody :)

 Wszystkim małym żuczkom życzymy zdrówka i radości :)



Ja po bliskim spotkaniu ze słońcem na działce w niedzielę czuję się dziś jak wąż. Mało elegancko zrzucam skórę...

Dobrze, że już piątek - a jutro spotkanie z Braciszkami :)

A!

Podglądacza zdybałam dzisiaj na oknie :)))




poniedziałek, 28 maja 2012

Julkowo urodzinowo :)

bo... najpierw była NADZIEJA

potem przyszły RADOŚĆ i OSZOŁOMIENIE

TĘSKNOTA, 

BÓL  i MIŁOŚĆ....

i choć czasem było CIĘŻKO, MĘCZĄCO, STRESUJĄCO a może nawet TRAGICZNIE... (teraz się z tego "tragicznie" śmieję ;))

to... jestem bardzo szczęśliwa i dumna i wciąż po uszy zakochana.

Dziękuję że JESTEŚ Córeczko. Jesteś dla mnie WSZYSTKIM.






piątek, 25 maja 2012

Świętowanie.

Jutro - Mamuśki  - Sporo się będzie działo. :)

Na pewno się tu nie pojawię - więc:

Wszystkim Mamom, Mamusiom, Mamuniom i  Matkom (również tym in Spe) - wszystkiego najlepszego, najsłodszego, najwyrozumialszego - oraz - cierpliwości i talentów do wychodzenia z wszelkich słowno-sytuacyjnych opresji.

NP: A bo dlacego ta Pani tak na mnie bzytko chucha Mamusiu?? (w autobusie)

Damy radę!!!

A w niedzielę dzień z Teściami na działce, bo świętujemy poniedziałkowe urodziny najważniejszej osóbki -


Więc grill, sałatki ciasto z rabarbarem... A do przedszkola zaniesiemy w poniedziałek Muffinkowy torcik :) Trzymajcie kciuki!!!  (wiadro melisy naszykowane ;))

czwartek, 24 maja 2012

Debiut.

Wczoraj mieliśmy uroczystość w przedszkolu - mamusiowo-tatusiową. Byłam z siebie bardzo dumna, bo rankiem przyniosłam Juli dwie kiecki "w razie czego". I na "akademii" wystąpiła w tej ... czystej :D

A potem byłam już tylko dumna z Niej.  Nie wierciła się, stała tam, gdzie ją postawili, nie zasnęła, (a na próbach różne rzeczy z nudów się działy ;))  nie przestraszyła się, pięknie śpiewała z innymi dziećmi "kfiatki blatki i stoklootkii dla Małgosii i Doloootki" i choć nie miała żadnej "kwestii" do wypowiedzenia, spisała się na medal.

W ogóle, rozczulające było patrzeć na te maluchy - wystawiające języki przy graniu na pianinie, dłubiące w nosach, podciągające do góry spódnice, szepczące kiedy nie trzeba i krzyczące tym bardziej kiedy nie trzeba.
A potem dostać laurkę przedstawiającą mnie i Mężona z rękami, nogami (!!) ;)

Ogólnie debiut sceniczny uważamy za udany. Ciekawe co będzie dalej... BOLLYWOOD? ;)

Dziś rano.
- żegnamy się z Córcią w przedszkolu. Ściskam ją mooocno, mówię Moooja Rybka kochana. Kocham Cię najbardziej na świecie!
- Jula podchwytuje ściskając, aż mi oczy z orbit wychodzą - Ty jesteś moja lybka - najwienksa na świecie!!!

mam od tego nawyk oglądania się w sklepowych wystawach - niemożliwe. Największa na świecie? AŻ TAK przytyłam ;)) ??